Śmierć w kuluarach życia

Skoro życie i śmierć są ze sobą nieodłącznie związane, dlaczego tak boimy się rozmawiać o śmierci? Dawniej podchodzono do tego znacznie bardziej rozsądnie – zakłady pogrzebowe można było otwarcie reklamować – i nikogo to nie szokowało. Spójrzcie na przykład na tę reklamę domu pogrzebowego należącego do niejakiego Wilfreda F. Reevesa z lat 20-tych XX wieku, na której kilkulatka przekonuje: „Odległość nie jest dla nas przeszkodą”.

Spójrzcie na te przepiękne kartki żałobne pochodzące z Niemiec:

Podczas, gdy jeszcze kilka pokoleń wstecz wyrazem braku szacunku dla zmarłego było unikanie publicznego okazywania żałoby i rozpaczy po stracie ukochanej osoby, obecnie dobrze widziane jest zatrzymanie tych emocji dla siebie. Współcześnie boimy się rozmawiać o śmierci, zepchnęliśmy ją gdzieś na margines codzienności wraz z cmentarzami, które znajdują się na obrzeżach miast. Pamiątek po ukochanych zmarłych bliskich już nie przechowujemy w widocznych miejscach, a branża pogrzebowa to jeden z najbardziej tajemniczych i tabuizowanych w naszym społeczeństwie zawodów. I trudno oczekiwać, żeby uległo to w najbliższym czasie zmianie.

Komentarze do artykułu “Śmierć w kuluarach życia

  1. Madeline Usher

    ” Skoro życie i śmierć są ze sobą nieodłącznie związane, dlaczego tak boimy się rozmawiać o śmierci? Dawniej podchodzono do tego znacznie bardziej rozsądnie […]”

    Przyznam, że od pewnego czasu i mnie nurtuje to samo pytanie. Przeglądając wiktoriańskie fotografie post mortem, na których często zmarli (którym artysta nadał pozory życia) upozowani są w otoczeniu rodziców lub rodzeństwa zastanawiam się jak to jest możliwe, że żywi bez strachu, bez żadnego uprzedzenia obejmują zmarłego krewnego ramieniem. Na twarzach żywych maluje się zaduma, smutek ale i spokój, jakaś stoicka wręcz rezygnacja. Zupełnie tak, jakby uczestniczyli w jakimś oswojonym, znanym rytuale. Te fotografie są piękne w swoim spokojnym, melancholijnym smutku. Być może spokój tej rozpaczy wynika z faktu, że w tamtych czasach i narodziny i śmierć były elementem codziennego życia? Człowiek przychodził na świat niemal w otoczeniu rodziny i odchodził ze świata otoczony rodziną (o ile śmierć następowała z przyczyn naturalnych lub niezakaźnej choroby).

    Obecnie udajemy, że śmierci nie ma. To znaczy- wiemy, że istnieje ale udajemy, że nas ona nie dotyczy. Spychamy ją gdzieś głęboko w odmęty niepamięci. Mamy pozostać piękni i młodzi. Nie zliczę już ile obejrzałam reklam oferujących coraz to bardziej cudowne kremy zwalczające zmarszczki, które mają nam zapewnić wieczną młodość. Nie policzę też, na ile takich reklam sama się nabrałam, choć tak naprawdę ani te cuda nie są mi jeszcze potrzebne a w chwili, gdy zaczną być potrzebne to i tak nie pokonają biologii i czasu. Starość jest czymś, czego w obecnej dobie technologii informacyjnej należy się wstydzić, ukryć, maskować.

    Jak obecnie umieramy? Przede wszystkim samotnie, w szpitalu, w hospicjum, z dala od żyjących, którym patrzenie na czyjąś agonię mogłoby przypomnieć, że śmierć jest prawdziwa i realna. Po śmierci, prosto ze szpitalnej kostnicy ciało jest transportowane do zakładu pogrzebowego, gdzie fachowcy wykonują pośmiertną toaletę, ubieranie, makijaż, odpowiednią fryzurę a na życzenie nawet tipsy. Tak, żeby żywi nie zetknęli się ze śmiercią i jej „brzydkimi” aspektami osobiście. Czy tak jest lepiej? Owszem, może nie lepiej a łatwiej przejść do porządku dziennego nad śmiercią. Ale jednocześnie ta śmierć staje się coraz bardziej obca, nieznana, niewiadoma, groźna i straszna bo przecież zawsze boimy się tego, o czym nie wiemy nic. Ja sama nie potrafiłam się zmusić, by z ciałem ojca leżącym w trumnie pożegnać się choćby dotykiem. Było takie obce, dalekie- zupełna terra incognita.

    Nie rozmyślam obsesyjnie o śmierci, choćby dlatego, że jestem w wieku, w którym raczej celebruje się życie i każdy dzień. Wiem jednak, że jest to coś, z kim każdy (prędzej czy później) będzie musiał się zmierzyć, stanąć z nią twarzą w twarz. I przyznam, że obecne podejście do śmierci nie bardzo mi się podoba.

    • kassildah

      Nic dodać, nic ująć! Dziś nastąpiła straszliwa medykalizacja choroby i śmierci, a techniki balsamacji obejmujące także makijaż, manikiur czy układanie włosów zmuszają nawet zmarłych do wyglądania perfekcyjnie. Rozkład i brzydotę współczesny człowiek chce oglądać wyłącznie na filmach. Wstydzimy się i boimy starości, choroby, śmierci. Mimo, że przecież nie powinny mieć dla nas tajemnic, bo żyjemy w XXI wieku.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>