5 dawnych praktyk medycznych rodem z najgorszych koszmarów

Chyba każdy z nas w dzieciństwie bał się dentysty. Wiele osób panicznie boi się igieł, zdiagnozowania nowotworu albo tego, że w przypadku poważniejszego zabiegu nie wybudzą się z narkozy. Tymczasem dawniej powszechnie praktykowano zabiegi, które mogłyby zmrozić krew w żyłach nawet komuś, kto znosi „kanałowe” bez mrugnięcia okiem. Oto pięć praktyk medycznych, przy których bledną dr Victor Frankenstein, „Hannibal Kanibal” Lecter czy upiorny dr Heiter z Ludzkiej Stonogi.

1. Zupa z trupa
Kanibalizm to nie tylko praktyka godna barbarzyńców. Przez całe stulecia medycy zalecali pacjentom lekarstwa rodem z horrorów.

Kanibalizm to nie tylko praktyka godna barbarzyńców. Przez całe stulecia medycy zalecali pacjentom lekarstwa rodem z horrorów.

Kanibalizm jest tak stary, jak ludzkość, ale mało kto spodziewałby się, że zamiast tę czynność karać zaadaptujemy ją na grunt medycyny. Leczenie ludzkimi szczątkami opierało się na wierzeniu w leczenie oparte na „prawie podobieństw” (choć sama homeopatia powstała znacznie później). I tak ból głowy traktowano spreparowanym ludzkim czerepem, a choroby krwi – eliksirem życia. Thomas Willis, XVII-wieczny anatom i jeden z ojców neurologii, sporządzał na apopleksję napój będący mieszanką sproszkowanej ludzkiej czaszki i… czekolady. A Karol II Stuart popijał „Królewskie Krople” – nalewkę na bazie tejże, wyłożywszy uprzednio na przepis małą fortunę. Zwolennikami „trupiej medycyny” były jeszcze 300 lat temu liczne europejskie koronowane głowy. Ludzkimi szczątkami raczyli się m.in. Maria II Stuart, Franciszek I Walezjusz, żona króla Edwarda IV Elżbieta czy Wilhelm III Orański.

Jedną z najpowszechniej stosowanych substancji leczniczych były ludzkie mumie, które przepisywano pacjentom na różne dolegliwości aż do połowy XVIII wieku. Na co na przykład? A choćby na urazy, dwie uncje przyłożyć w miejscu rany lub owrzodzenia [8]. Nie musiały być to mumie egipskie, wystarczyły spreparowane szczątki osób, które spotkała nagła, najlepiej brutalna śmierć [4]. Thomas Brugis podawał w swoim XVII-wiecznym traktacie następujący przepis [1]:

Weź czaszkę człowieka zmarłego przynajmniej rok cały i zagrzeb w palenisku, pozostaw niech się do białości wypali, aż łatwo ją będzie w palcach pokruszyć, dalej zdejmij całe sklepienie czaszki i skrusz najdrobniej, dodaj gałkę muszkatołową i krew psa wysuszoną i sproszkowaną, wymieszaj to razem i daj choremu pić, gdy chorym jest i gdy już ozdrowiał, w ilości pół naparstka w białym winie rozcieńczone. [tłum. własne]

Preparaty z mumii nie były w owym czasie tanie. W XVII w. za funt (czyli niecałe pół kilo) tego cennego panaceum trzeba było zapłacić ponad 5 szylingów [6]. Czy to dużo? Dawny szyling to 1/20 brytyjskiego funta szterlinga, a w XVII-XVIII w. potrzeba było rocznie minimum 40 funtów na utrzymanie rodziny. Wysokie ceny skutkowały zastępowaniem prawdziwych mumii tańszymi „podróbkami”, a więc szczątkami żebraków, trędowatych i ofiar zarazy.

Była też krew. Już Paracelsus wierzył, że krew jest zdatna i zdrowa do picia, a jeden z jego uczniów zalecał pozyskiwać ją od żyjących „dawców”. Nie weszło to do najwyraźniej do praktyki powszechnej, bo ludzie ustawiali się w długich kolejkach podczas publicznych egzekucji, aby za niewielką opłatą otrzymać kubek ciepłej krwi skazańca od kata. W Danii młody Hans Christian Andersen widział rodziców, którzy pod szafotem poili krwią swoje chore dziecko. Kat był zresztą w krajach germańskich uważany za osobę posiadającą niemalże moce lecznicze [6]. Ostatni taki przypadek niemieckiego „wampiryzmu” pochodzi z roku 1908. A tymczasem, jeśli ktoś nie przepadał za krwią sauté, to według przepisu z 1679 r. z pewnej francuskiej apteki mógł sobie ją przerobić na… marmoladę.

2. Kuj żelazo, póki gorące!
Leczenie hemoroidów metodą św. Fiakra. Chyba lepiej już chorować...

Leczenie hemoroidów metodą św. Fiakra. Chyba lepiej już chorować…

Wielu jest katolickich świętych, którzy mają interesujący życiorys i patronaty. Jednym z ciekawszych jest św. Fiakr. Ten irlandzki mnich żył w VII w. i został patronem ogrodników oraz… cierpiących z powodu hemoroidów. W średniowieczu hemoroidy znane były jako „klątwa św. Fiakra” i zapewne wiele osób nawet dziś zgodzi się, że ta przypadłość jest prawdziwym przekleństwem. Dlaczego klątwa? Według legendy św. Fiakrowi powiedziano, że będzie mógł uprawiać tyle ziemi, ile zdoła obrobić w jeden dzień. Ale biskup dał mu zbyt małą łopatę. Biedny Fiakr namachał się tyle, że efektem były straszne hemoroidy. Nie wiedząc, cóż począć, braciszek usiadł na kamieniu i zaczął się modlić. Aż doznał cudownego uzdrowienia. I teraz – ad re(ctu)m.

Dziś mamy tabletki i maści, ostatecznie czopki. Mamy też mnóstwo domowych i naturalnych sposobów, możemy także próbować zmian w diecie czy – w ostateczności – zabiegów u lekarza. Dawniej nikt się nie pieścił. Hemoroidy „leczono” albo metodą Hipokratesa, albo metodą św. Fiakra. Pierwsza to wyrywanie hemoroidów paznokciami. Druga to wypalanie rozgrzanymi żelaznymi prętami, które wpychano pacjentom do odbytu. Ewentualnie można było wykorzystać odpowiedniego kształtu kamień.

Była też „metoda żydowska”, ale kto by tam ją stosował w chrześcijańskim świecie… XII-wieczny, ale bardzo mądry i postępowy lekarz Mojżesz Maimonides napisał liczący aż siedem rozdziałów traktat o hemoroidach, w którym potępił wszelkie zabiegi chirurgiczne oraz upuszczanie krwi [5]. Zalecał w ich miejsce coś, co stosuje się do dziś, mianowicie – nasiadówki.

3. Gratulacje, urodził pan… kamień!
Średniowieczny zabieg usuwania kamieni nerkowych. Mroczne wieki.

Średniowieczny zabieg usuwania kamieni nerkowych. Mroczne wieki.

Leczenie chorób układu moczowego było dawniej tyleż powszechne, co trudne. Nie było antybiotyków ani anestetyków, choroby weneryczne mnożyły się w tempie zastraszającym, a pacjenci albo cierpieli z powodu choroby, albo – jeszcze bardziej – w trakcie samych zabiegów. Pierwsze cewniki były wykonane z brązu, stosowano je już w czasach starożytnych. W średniowieczu pojawiły się również cewniki wykonane ze złota, srebra czy miedzi, używane zarówno w medycynie zachodniej, jak i na Bliskim Wschodzie. Gorzej, jeśli nie można się było dostać do przewodu moczowego i pęcherza, aby odblokować to, co się pacjentowi zablokowało. Medycy wymyślali wówczas różne zabiegi, niektóre tyleż bolesne i niebezpieczne, co i sama choroba.

Oto opis procedury leczenia kamieni nerkowych z Chirurgii Rogeriusa (III, 36):

Jeśli w pęcherzu jest kamień, należy zrobić, co następuje: niech silna osoba usiądzie na ławie, stopy oprze na stołku. Pacjent niech usiądzie na jej kolanach, nogi niech mu przywiążą do jej szyi za pomocą bandaży, albo asystenci niech je przytrzymają na jej ramionach. Medyk niech stanie przed pacjentem i włoży dwa palce prawej ręki do odbytu, przyciskając lewą dłoń zwiniętą w pięść do podbrzusza pacjenta. W ten sposób, naciskając pęcherz z góry, niech medyk sprawdzi pęcherz i potwierdzi, że znajduje się tam kamień. Jeśli kamień ma zostać usunięty, należy go poprzedzić lekką dietą i postem trwającym dwa dni. Trzeciego dnia kamień trzeba sprowadzić do ujścia pęcherza i naciskając na odbyt, wykonać nacięcie wzdłużne, a następnie go usunąć. [tłum. własne]

4. Ulubiony zabieg króla
Król Francji Ludwik XIV miał w życiu ponad 2 tys. lewatyw. I rządził ponad 70 lat.

Król Francji Ludwik XIV miał w życiu ponad 2 tys. lewatyw. I rządził ponad 70 lat.

Lewatywa to jeden z takich zabiegów, do którego nie sposób podejść bez emocji. Już starożytni twierdzili, że to panaceum gwarantujące zdrowie i długie życie. Pierwsze wzmianki o lewatywie mamy z papirusu Edwina Smitha (ok. 1600 p.n.e.) i papirusu Ebersa (ok. 1550 p.n.e.), a więc dwóch najstarszych pism medycznych. Co ważne, każdy faraon w starożytnym Egipcie posiadał własnego „Strażnika Odbytu”[9]. Lewatywę jako cudowny lek zalecał w roku 500 p.n.e. Hipokrates, a 650 lat później Galen. Wierzono, że ten zabieg potrafi pomóc na wszystko – od bólu głowy, przez impotencję, astmę, aż po zwykłe przeziębienie. I stosowano jak świat długi i szeroki: w Egipcie, Grecji, Babilonii, Chinach, Indiach, Afryce, obu Amerykach.

Czego to nie wlewano dawniej ludziom do jelit w ramach terapii… Ocet czy żółć dzika to tylko dwa przykłady, używano także dymu (Indianie, w ramach rytuału przejścia). W 1632 r. siostra przełożona Joanna i kilka innych sióstr z klasztoru urszulanek w Loudun we Francji doniosło o opętaniu przez demony (trzysta lat później Iwaszkiewicz napisał opowiadanie z akcją osadzoną na Kresach wschodnich, a Kawalerowicz zekranizował je w swoim głośnym filmie z 1960 r.). Po kilku nieudanych próbach wypędzenia demonów udało się je wygnać po tym, jak każdej z siostrzyczek zalecono… lewatywę z dużej ilości święconej wody [3]. We Francji lewatywa stała się swego czasu całkiem modna. Oczywiście nie stosowano wówczas zwykłej wody, o nie, Francuzi byli na to zbyt wyrafinowani. Płyn barwiono i perfumowano aromatami róży i pomarańczy, a monarchowie lubowali się np. w mleku migdałowym. We wspomnieniach księcia de Saint-Simona, którego rodzicami chrzestnymi byli Ludwik XIV i Maria Teresa, możemy przeczytać, jak to na królewskim przyjęciu księżna Bourgogne rozmawiała sobie z królem w sporym tłumie, podczas gdy jej służka wczołgała się pod wytworną wieczorową suknię, aby zrobić swojej pani lewatywę. Ale to i tak nic w porównaniu z samym królem Francji, Ludwikiem XIV, który ponoć w swoim życiu miał kilka tysięcy lewatyw, którym poddawał się z upodobaniem także podczas spotkań z dworem. Cóż, rządził przez 72 lata – najdłużej w historii Europy.

5. Terapia wstrząsowa

Wiktoriańska medycyna też miała swoje wzloty i upadki, ale leczenie impotencji za pomocą elektrowstrząsów wydaje się terapią rodem z Wieków Ciemnych. Tymczasem 1 września 1895 roku w gazecie The San Francisco Call pojawił się artykuł reklamujący cudowny pas Dr. Sanden’s Electric Belt. W reklamie można było przeczytać:

„Czy czujesz, jak słabnie twoja męska siła? Czy twoje nerwy są rozchwiane, pamięć pogarsza się, a organizm wykazuje oznaki starzenia? Jeśli tak, powinieneś natychmiast wypróbować ten wspaniały Pas.” [tłum. własne]

W tekście można było również przeczytać, że działanie pasu potwierdzili „najznamienitsi medycy w kraju i w Europie” i że miał on „czynić członki ciała silne, pełne wigoru i wolne od bólu”. Które członki – chyba nietrudno się domyślić.

Cudowny pas dr Sandena. Wiktoriańskie s&m

Cudowny pas dr Sandena. Wiktoriańskie s&m

Literatura

  1. Brugis, T., The Marrow of Physick, London, 1669, s. 65
  2. Dolan, M., The Gruesome History of Eating Corpses as Medicine, 6.05.2012, Smithsonian Magazine
  3. Huxley, A., Diabły z Loudun, PIW 2010
  4. Peacock, M., Executed Criminals and Folk Medicine, Folklore 7, 1896, s. 274
  5. Rosner, F., The Life of Moses Maimonides, a Prominent Medieval Physician, Einstein Quart. J. Biol. Med. (2002) 19:125-128
  6. Sugg, R., Good Physic but Bad Food: Early Modern Attitudes to Medicinal Cannibalism and its Suppliers, Social History of Medicine, 19:2 (2006), s. 227
  7. The San Francisco Call, Sunday, September 1, 1895, s. 5
  8. Quincy, J. (red.), The Dispensatory of the Royal College of Physicians, London, 1721, ss. 86, 221
  9. Viso, L., Uriach, J. et al., The „Guardian of the anus” and their practice, Int J Colorect Dis (1995) 10:229-231

Komentarze do artykułu “5 dawnych praktyk medycznych rodem z najgorszych koszmarów

  1. Jak zawsze, artykuł na najwyższym poziomie, dziękuję za lekturę. :)

    • kassildah

      Dziękuję, mam nadzieję, że podołam z kolejnymi ;)

  2. Wspaniały blog. Weszłam tu wczoraj i nie mogę wyjść ;)

    • kassildah

      Dziękuję, bardzo mi miło :) Mam nadzieję na dniach dodać kolejny ciekawy wpis.

  3. Stary Pieron

    Jak się o czymś pisze to trzeba mieć jakieś minimum pojęcia o temacie. Lewatywy stosuje się do dzisiaj i z pewnością nie są to praktyki rodem z koszmarów. Terapią wstrząsową też bym się nie podniecał bo nie wiem o jakie wartości prądowe chodzi, obecnie też stosuje się prądowe terapie i wcale nie są przykre. Obecnie prądowe stymulacje stosuje się do stymulowania mięśni, jako metody przeciwbólowe i stymulacji mózgu tDCs. Radzę zorientować się w temacie.

    • kassildah

      Czytanie ze zrozumieniem niestety nie jest Pana mocną stroną – wyraźnie piszę o „dawnych praktykach”. Trudno porównywać lewatywę z wody po siemieniu lnianym z tą z żółcią dzika czy innych dziwacznych i często nieobojętnych dla zdrowia substancji. Trudno mi uwierdzyć, że sądził Pan, że nie wiem, czym jest lewatywa. I naprawdę nie wiem, skąd wywnioskował Pan, że „podnieca” mnie terapia wstrząsowa, ale najwyraźniej to Panu brakuje wiedzy o tym, jak (i czym) traktowano pacjentów w zakładach psychiatrycznych przez setki lat. Radzę czytać ze zrozumieniem, a do artykułów o charakterze ciekawostek, do których podaję źródła (czy dotarł Pan do nich, czy jedynie czytał wybiórczo?) wykazać więcej dystansu. To nie jest monografia poświęcona konkretnej praktyce medycznej na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat, apeluję o więcej dystansu :-)

  4. Matt R.

    Kiedyś miałem okazję obejrzeć film o jednym z geniuszy matematycznych. Cierpiał na schizofrenię i poddawano go rozmaitym metodom leczenia. W śród nich były szoki wywoływane poprzez wstrzyknięcie ekstremalnej dawki insuliny, elektrowstrząsy, kąpiele w zimnej wodzie. Jak dobrze pamiętam to efekty były dość krótkotrwałe, a czyny wykonywane przez medyków przypominały wyrafinowane tortury.

    Podobno sowieckiej Rosji wykonywano również eksperymenty z użyciem insuliny na więźniach politycznych. Osoby te po takowej terapii wychodziły otępione i niezdatne do funkcjonowania w społeczeństwie.

    Mity na temat lewatywy funkcjonowały za czasów poprzedniego ustroju i w tej części świata. Nie było pigułek na wszystko jak dziś, a więc dążono do wyrobienia sobie poczucia, że łatwo i tanim kosztem można coś zrobić aby poczuć się lepiej, zapobiec chorobie.

    • kassildah

      Biedak, jego „leczenie” musiało być prawdziwą torturą. Zapewne trafił do szpitala dzięki rodzinie i wcale nie wyszedł stamtąd w stanie lepszym niż przed rozpoczęciem terapii. Bardzo dziękuję za niezwykle ciekawy komentarz! :)




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>