5 ciekawostek zdrowotnych o zwłokach

Czy woda skażona przez zwłoki to gwarancja epidemii? Jak szybko trzeba pochować zmarłych po katastrofie naturalnej? A jady trupie, czy powinniśmy się ich bać? Dziś rozwiewam wątpliwości odnośnie zdrowotnych zagrożeń powodowanych przez zmarłych.

1. Woda skażona przez zwłoki to bomba biologiczna i źródło epidemii
Nie pij wody? Bez przesady, co najwyżej rozboli cię brzuch.

Nie pij wody? Bez przesady, co najwyżej rozboli cię brzuch.

Nie. Jeśli napijesz się wody, w której pływały zwłoki, to nabawisz się raczej nieżytu żołądka i jelit – a najpewniej jedynie niesmaku. Przekonanie o tym, że zwłoki w wodzie z pewnością stanowią zagrożenie epidemiologiczne to mit. Historycznie rzecz biorąc epidemie wywołane masowymi zgonami wiązały się z kilkoma konkretnymi chorobami, jak cholera, tyfus, dżuma, ospa. A więc nawet duża ilość zwłok zanieczyszczająca zbiornik wodny nie byłaby raczej w stanie wywołać epidemii na masową skalę. Zwłaszcza, że opór psychologiczny chroni przed korzystaniem z takich miejsc. A jeśli taka woda dodatkowo będzie przepuszczona przez miejskie wodociągi – nie ma powodu do strachu. Odpowiednia ilość chloru zniszczy wszystko – sprawdzone i potwierdzone!

2. Wirusem HIV (i nie tylko nim) można zarazić się od zmarłego
Wirusem HIV można zarazić się od zwłok, więc lepiej zachować ostrożność.

Wirusem HIV można zarazić się od zwłok, więc lepiej zachować ostrożność.

Tak, ale w dość krótkim czasie. Wirus ginie w ciągu 24-36 godzin po śmierci, chyba że ciało trzymane jest w niskiej temperaturze – wtedy może przetrwać nawet kilkanaście dni, więc lepiej uważać z ostrymi narzędziami. Oczywiście w przypadku balsamacji ciała wirus ulega zniszczeniu od razu, niestety problem w tym, że – paradoksalnie – balsamacja może zwiększać ryzyko rozprzestrzeniania się groźnych patogenów. Jak? Przez zakażoną wodę – produkt uboczny procesu. Standardowa procedura balsamacji to ok. 450 (!) litrów skażonej wody i odpadów płynnych (w tym krwi i organów), które są najczęściej wylewane do kanalizacji miejskiej. Nietrudno sobie wyobrazić, co się stanie w przypadku awarii, powodzi, opadów… Inna sprawa, że balsamacja nie poradzi sobie na przykład z gruźlicą. Że nie wspomnę o chorobach prionowych (należy do nich choroba Creutzfeldta-Jakoba), na które właściwie nie ma rady. Potrafią przetrwać latami na tkankach w formalinie, po spaleniu itd.

3. Katastrofa? Szybko, szybko grzebać zwłoki!
Po trzęsieniu na Haiti. Nie ma pośpiechu z pogrzebem.

Po trzęsieniu na Haiti. Nie ma pośpiechu z pogrzebem.

Co nagle, to po diable. Zwłoki ofiar katastrof naturalnych wcale nie są aż tak niewiarygodnie groźne dla ocalałych. WHO uspokaja: patogeny obecnie w ciałach zmarłych giną po krótkim czasie i nie trzeba się nimi martwić. Można spokojnie uporządkować miejsce katastrofy, pomóc ocalałym, zapewnić środki bieżącej potrzeby, a dopiero potem wyprawić ofiarom godny pogrzeb. Znacznie większe zagrożenie epidemiologiczne stwarzają… odchody żywych. I brak dostępu do świeżej wody w odpowiedniej ilości. Oraz przestępczość – to naprawdę znacznie poważniejszy i trudniejszy do opanowania problem.

4. Zwłoki są trujące
Taka ilość putrescyny na pewno zagrażałaby życiu.

Taka ilość putrescyny na pewno zagrażałaby życiu.

Owszem, putrescyna jest toksyczna, ale i bardzo ważna dla naszego organizmu. To poliamina, która jest niezwykle istotna dla rozwoju komórkowego. Odgrywa ona bardzo ważną rolę w regulacji proliferacji komórek, regeneracji uszkodzonych tkanek niektórych narządów, gospodarce żelaza. Żeby się zatruć putrescyną, musielibyśmy zjeść jej ok. 20 g, czyli mniej więcej objętość czubatej łyżki serka wiejskiego. Dla porównania spermina, którą można znaleźć w nasieniu, jest trzykrotnie bardziej toksyczna. Zresztą w spermie znajduje się również kadaweryna, wchodząca w skład tzw. jadów trupich i charakteryzująca się silnym, nieprzyjemnym zapachem. Z jadami trupimi eksperymentował już ponoć Adam Bochenek i nie wyszło mu to na dobre, więc lepiej nie sprawdzać, aczkolwiek zwłoki same w sobie (o ile należą do zdrowej osoby) nie są bardziej trujące niż nieświeże jedzenie.

5. Jedzenie zwłok jest groźne dla życia

Kanibalizm jest tak stary, jak ludzkość. Czytamy o tym u Herodota, swoich zmarłych jedli i rdzenni Amerykanie, i Papuasi z plemienia Fore (zapadali przez na chorobę prionową zwaną kuru, czyli „śmiejąca się śmierć”) i Yanomamowie z Ameryki Południowej, Celtowie ucztowali na ofiarach składanych przed bitwą, a hinduscy Aghori do dziś jedzą zwłoki pływające w Gangesie wierząc, że to da im nieśmiertelność. Mało tego – Europejczycy kanibalami byli jeszcze do niedawna. Jak pisze dr Richard Sugg w swojej książce, przez całe stulecia koronowane głowy Europy raczyły się tzw. trupią medycyną. Z egipskich piramid wykradano mumie, z celtyckich miejsc pochówku – czaszki. A jak to się ma do jedzenia świeżych zwłok? No cóż, to zależy od ich świeżości i tego, czy osoba zmarła była zdrowa (patrz pkt 1). Ale zanim zaczniecie w ogóle reflektować, zapraszam do seansu:

Czy zmarli w ogóle stanowią jakiekolwiek biologiczne zagrożenie dla żywych? Niewielkie. W paranoicznym świecie, gdzie z każdej strony czyha na nas wyimaginowane zagrożenie w postaci chorób, epidemii i zamachów terrorystycznych, a ludzie bywają do tego stopnia opętani troską o własne zdrowie, że boją się podawać rękę na powitanie i jeść nieznanych produktów, zwłoki wydają się najmniejszym problemem.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>